Mit Białej Marianny. Czego nie ma w przedwojennym polskim lastryku?
Kamień i Historia | Paweł Pakuła · 12 min
Ekipa wchodzi na klatkę schodową kamienicy z lat 30. Jasna posadzka lastryko z białego marmuru jest miejscami wykruszona przy stopniach i w progu wejściowym.
Diagnoza szefa zapada w pół minuty: ubytki do uzupełnienia, trzeba dokupić kruszywo lastrykowe. Wyjmuje telefon, wpisuje w portalu aukcyjnym „grys lastryko biały”, zamawia potrzebną ilość kamienia z dostawą na jutro i ponagla do pracy, bo jutro zalewamy ubytki.
Na zdjęciu w telefonie kamień wyglądał tak samo jak ten na posadzce, przecież biały marmur to biały marmur.
Materiał przychodzi, ubytki zostają wypełnione, po związaniu masy przychodzi szlifowanie. I wtedy okazuje się, że kolor łaty żyje własnym życiem.
Ziarno wydaje się być większe, bo jest bardziej błyszczące, ale biel jest zimniejsza, całość odbija światło inaczej niż posadzka dookoła.
Mało tego, im lepiej wypolerowana, tym łata bardziej widoczna. Cóż.
Prawda jest taka, że nie da się tego lepiej wyszlifować, bo problem nie leży w wykonaniu - leży w tym, że do worka trafił zupełnie inny kamień niż ten, który posadzkarz użył tu dziewięćdziesiąt lat temu.
W zakupionym worku była najprawdopodobniej Biała Marianna. A Białej Marianny w tej posadzce nie mogło być.
Wyjaśnienie dlaczego wymaga spojrzenia nie tylko na skład chemiczny materiału, ale przede wszystkim na mapę przedwojennej Europy - i na taryfikator celny tamtego okresu.
Czym jest Biała Marianna
Żeby zrozumieć błąd, trzeba najpierw wiedzieć, z czego się bierze.
Biała Marianna to szlachetna odmiana marmuru - skały metamorficznej powstałej z przeobrażenia wapieni osadowych. Jej historia obejmuje setki milionów lat i kilka epok geologicznych.
Około 500–450 milionów lat temu, w płytkich, ciepłych morzach okresu kambryjskiego i ordowickiego, osadzały się wapienie zbudowane głównie ze szczątków organizmów morskich i chemicznie wytrącanego węglanu wapnia. Te osady tworzyły się na obrzeżach dawnego kontynentu Gondwany, w rejonie dzisiejszej północno-zachodniej Afryki.
Później nadeszła orogeneza waryscyjska. Wapienie zostały pogrążone na głębokość dziesiątek kilometrów, gdzie pod wpływem temperatur rzędu 500–550 °C i ciśnień sięgających siedmiu kilobarów uległy rekrystalizacji. Małe kryształy kalcytu urosły, zatarły się ślady dawnego życia, a skała nabrała charakterystycznego, „cukrowatego” wyglądu - powierzchnia Białej Marianny przypomina bryłę cukru, co jest efektem jej średnio- i grubokrystalicznej struktury.
Dziś Biała Marianna zawiera do 90 % czystego węglanu wapnia, poniżej 1 % tlenku magnezu i wyróżnia się wysokim stopniem przekrystalizowania. Wydobywana jest na południowo-zachodnim stoku góry Krzyżnik w Masywie Śnieżnika, w okolicach Stronia Śląskiego. Nazwę nosi od księżnej Marianny Orańskiej (Wilhelminy Fryderyki Luizy Charlotty Marianny, 1810–1883) - byłej właścicielki tych ziem, która zleciła jej wydobycie na potrzeby budowy neogotyckiego pałacu w Kamieńcu Ząbkowickim; eksploatacja na większą skalę ruszyła około 1839–1840 roku. Jakościowo porównywana jest do słynnych marmurów karraryjskich z Włoch.
Dlaczego popękany blok daje lepsze kruszywo
Warto zatrzymać się przy jednej właściwości Białej Marianny, bo mówi ona więcej o kruszywie w ogóle niż o samym złożu. Bloki z Krzyżnika są gęsto poprzecinane drobnymi spękaniami, co ogranicza uzysk dużych, zdrowych płyt. Z punktu widzenia kamieniarza to wada. Z punktu widzenia posadzkarza - zaleta.
Przy kruszeniu skała rozpada się bowiem po swoich najsłabszych miejscach: po żyłach, mikroszczelinach, stylolitach i płaszczyznach uławicenia. To, co zostaje w postaci ziarna, jest już materiałem zdrowym i zwartym, bo wszystkie nieciągłości zostały „skonsumowane” przez sam proces rozdrabniania. Kruszenie działa więc jak selekcja - jakość kruszywa bywa wyższa niż jakość bloku, z którego powstało.
Kamień odrzucony przez kamieniarza potrafi być znakomitym surowcem dla lastryka. Oceniając kruszywo, nie patrz na bryłę - patrz na ziarno. Zasada działa dla marmurów, wapieni zbitych i brekcji, czyli tam, gdzie słabość skały jest nieciągła. Dla skał miękkich i równomiernie porowatych nie działa, bo tam wada jest rozłożona w całej tkance i kruszenie jej nie odsieje.
Ulubiony marmur PRL-u, ale nie II RP
Biała Marianna to najpopularniejsze polskie jasne kruszywo, z którego po wojnie wylano tysiące klatek schodowych i parapetów. Użyto jej do wystroju wnętrz reprezentacyjnych budynków: Sejmu, Filharmonii Narodowej, Teatru Wielkiego, Dworca Centralnego i Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Jesteśmy do niej tak przyzwyczajeni, że automatycznie przypisujemy ją również do starszych, przedwojennych realizacji.
Tu właśnie leży źródło błędu z pierwszego akapitu. Ekipa, która klika „biały grys marmurowy”, nie popełnia błędu z niewiedzy o kamieniu - popełnia go dlatego, że przez pięćdziesiąt powojennych lat biały grys marmurowy w Polsce oznaczał jedno. Nawyk jest starszy niż wykonawca i mocniejszy niż oględziny.
Tymczasem prawda jest zupełnie inna: w polskim, międzywojennym lastryku realizowanym przed 1945 rokiem nie stosowano kruszywa z Białej Marianny jako materiału standardowego i masowego.
Twarda lekcja geografii
Złoże na Dolnym Śląsku, w Masywie Śnieżnika, znajdowało się przed 1945 rokiem poza granicami Polski. Był to teren należący do Niemiec. Złota era Białej Marianny w polskim posadzkarstwie zaczyna się dopiero po zmianie granic.
Ale sama granica to jeszcze nie dowód - granice bywają przepuszczalne dla handlu. Tutaj jednak akurat nie były.
Dziewięć lat, których nikt nie wlicza
Od lipca 1925 do marca 1934 roku trwała polsko-niemiecka wojna celna. Bezpośrednim zapalnikiem było wygaśnięcie górnośląskiego zwolnienia celnego na polski węgiel w połowie 1925 roku. Konflikt jednak natychmiast wyszedł poza jeden surowiec: obie strony sięgnęły po zaporowe cła i ograniczenia przywozowe obejmujące cały obrót towarowy, a wymiana handlowa między krajami załamała się na całą dekadę. Dla ciężkich, tanich materiałów masowych - a takim jest kruszywo posadzkowe - oznaczało to praktyczne zamknięcie kierunku.
I teraz najważniejsze: ten okres pokrywa się niemal dokładnie z największym boomem budowlanym międzywojennej Polski. To lata wielkiej rozbudowy Warszawy, powstawania osiedli spółdzielczych, gmachów urzędów i banków - oraz budowy Gdyni od zera.
Gdynia zasługuje tu na osobne zdanie, bo jest przypadkiem czystym. Miasto powstawało od podstaw dokładnie w latach wojny celnej, a więc każda jego posadzka lastrykowa jest z definicji wykonana z materiału, który dało się wtedy zdobyć. Nie ma tam warstw starszych, nie ma powojennych domieszek w oryginalnej substancji, nie ma wątpliwości co do datowania. Gdynia była wówczas wielkim odbiorcą materiałów budowlanych - portem przeładunkowym w skali kraju stała się dopiero później, w miarę rozbudowy nabrzeży.
Dokładnie wtedy, gdy w Polsce wylewano najwięcej lastryka, dolnośląski marmur był po drugiej stronie zamkniętej granicy celnej.
Co pozostawało otwarte
Zamknięcie granicy niemieckiej nie oznaczało jednak, że polskie budownictwo zostało odcięte od importowanego kamienia. Wojna celna była konfliktem dwustronnym, a nie blokadą - pozostałe kierunki działały normalnie.
Włochy pozostawały przez całe międzywojnie partnerem handlowym Polski i to stamtąd płynął kamień: Bianco Carrara, Botticino, Bianco Verona, trawertyny. Kluczowy był Gdańsk - Wolne Miasto leżało w polskim obszarze celnym, więc ładunek przypływający tam drogą morską wchodził do Polski, nie przekraczając granicy celnej.
W latach 1925–1934 marmur z Toskanii, oddalonej o ponad tysiąc kilometrów, był dla warszawskiego posadzkarza dostępniejszy niż marmur ze Stronia Śląskiego, leżącego trzysta kilometrów od Warszawy. O dostępności decydowała nie odległość, lecz to, przez którą granicę trzeba było przejść.
To zamienia argument z „nie opłacało się” na sprawdzalną datę i konkretną geografię handlu. Jeśli patrzysz na posadzkę wykonaną między 1925 a 1934 rokiem - a to ogromna część zachowanego przedwojennego zasobu - Biała Marianna jest w niej skrajnie mało prawdopodobna, a jasne kruszywo pochodzi najpewniej albo ze złóż świętokrzyskich, albo z importu włoskiego.
A lata 1935–1939?
Tu trzeba postawić sprawę uczciwie: po marcu 1934 argument celny przestaje działać. Wojna celna się skończyła, wymiana z Niemcami ruszyła ponownie, a druga połowa lat 30. to kolejny okres wzmożonego budownictwa - odbicie po kryzysie, inwestycje państwowe, dalsza rozbudowa Gdyni. Jeśli gdziekolwiek w przedwojennym polskim lastryku miałaby się pojawić Biała Marianna, to właśnie w posadzkach z tych pięciu lat.
Nadal jest jednak mało prawdopodobna - tyle że z zupełnie innych powodów, i są to powody słabsze. Mówią o prawdopodobieństwie, nie o niemożliwości.
Po pierwsze, wznowienie handlu nie oznaczało powrotu do stanu sprzed 1925 roku. Wymiana ruszyła w oparciu o porozumienia regulujące obrót towar po towarze, a nie o swobodny przepływ - kanał został uchylony, nie otwarty.
Po drugie, dziewięć lat to w handlu materiałami budowlanymi wieczność. Przez ten czas warszawskie składy, zakłady kamieniarskie i wykonawcy ułożyli sobie zaopatrzenie w oparciu o Kielecczyznę i odpad z importu włoskiego. Kanały były drożne, ceny znane, frakcje sprawdzone. Nowy dostawca musiałby dać wyraźną przewagę, żeby to przestawić - a nie dawał żadnej. Z punktu widzenia warszawskiego posadzkarza roku 1936 był to po prostu jeszcze jeden biały marmur obok kilku już dostępnych, w dodatku z kierunku obciążonego politycznie.
Po trzecie, sama nazwa. „Biała Marianna” to określenie polskie, a złoże leżało wtedy w Niemczech - Stronie Śląskie nosiło nazwę Seitenberg, Krzyżnik był Kreuzbergiem. Nie sprzedawano go wówczas jako „Białej Marianny”: nazwa, która dziś widnieje na workach i w wyszukiwarkach, upowszechniła się w polskim obrocie po 1945 roku. Warszawski wykonawca roku 1936, nawet gdyby chciał, nie mógł zamówić kruszywa pod nazwą, która w handlu jeszcze nie istniała.
Zastrzeżenie źródłowe. Pod jaką nazwą handlową kamień z kamieniołomu na Krzyżniku funkcjonował w niemieckim obrocie, nie udało mi się ustalić - śląskie marmury bywały określane od miejscowości, ale nie znalazłem na to potwierdzenia akurat w tym przypadku. Jak wyglądało wtedy wydobycie i czy w ogóle kruszono tam kamień na grys, pozostaje pytaniem otwartym i wdzięcznym tematem kwerendy w niemieckich źródłach branżowych.
Posadzka z lat 1925–1934 wyklucza to kruszywo niemal definitywnie. Posadzka z lat 1935–1939 czyni je mało prawdopodobnym, ale nie niemożliwym - i właśnie dlatego tym bardziej każe zacząć od oględzin ubytku, a nie od założenia.
Co w takim razie chrzęściło pod kielnią w latach 30.
Skoro nie Marianna, to co?
Wariant importowy
W bogatych kamienicach, bankach i urzędach chętnie sięgano po materiały włoskie - Bianco Carrara, Botticino, Bianco Verona - dające najwyższą jakość i pożądaną, elegancką barwę.
Tu jednak trzeba obalić drugi mit, tym razem ekonomiczny. Powszechnie zakłada się, że włoskie kruszywo oznacza budynek luksusowy, bo włoski kamień był drogi. To nieporozumienie wynikające z mylenia ceny bloku z ceną grysu.
Rynek kruszywa dekoracyjnego był wówczas w dużej mierze rynkiem odpadu. Warszawskie zakłady kamieniarskie przecierały włoski marmur na nagrobki, okładziny, schody i detale architektoniczne. Resztki - obrzynki, odpad z pił, materiał z wadami - trafiały do przecieraczek i młynów. Grys z takiego źródła kosztował tyle, ile transport z warsztatu na plac budowy, a nie tyle, ile podróż z Toskanii.
Konsekwencja jest nieoczywista: włoskie kruszywo potrafi wystąpić w budynkach, w których włoskiej płyty nikt by nie położył. Obecność ziarna z Carrary w posadzce nie świadczy więc automatycznie o zamożności inwestora. Świadczy o tym, co akurat leżało na podwórzu zakładu kamieniarskiego.
Kruszywo z odpadu kamieniarskiego jest zwykle mieszane: w jednym polu widać ziarna o różnym kolorze, różnej strukturze i różnym pochodzeniu geologicznym. Jednorodne kruszywo z jednego złoża to znak zamówienia celowego - a więc i większego budżetu.
Wariant lokalny
Sięgano po dostępne na terytorium II RP jasne i barwne wapienie oraz „marmury” świętokrzyskie z okolic Kielc i Chęcin. Firma „Marmury Kieleckie” działała w okresie międzywojennym bardzo prężnie i dostarczała materiał do wielu reprezentacyjnych obiektów. Choć czasem trudniejsze w obróbce lub nieco inne w odcieniu od włoskich importów, były dostępne bez przekraczania ówczesnych granic państwowych. Główne odmiany i ich kolorystyka:
- Bolechowice (kamieniołom w Bolechowicach) - najpopularniejsza i najdłużej eksploatowana odmiana. Barwa od szarobrązowej, kawowej i beżowej po bordowo-brązową, często z charakterystycznymi czerwonawymi lub różowawymi „chmurkami” i plamami fauny: stromatoporoidów i amfipor. Często użylona białym lub biało-różowym kalcytem. Ciepła, dekoracyjna tonacja, dobrze przyjmująca poler.
- Morawica (kamieniołomy w Morawicy i Woli Morawickiej) - wapień jurajski o barwie jasnobeżowej, żółtawo-szarej do ciemnobeżowej; odmiany handlowe określano jako „kawa z mlekiem” w trzech intensywnościach. Charakterystyczne zygzakowate szwy stylolitowe oraz ciemniejsze plamki po gąbkach, czasem widoczne amonity i belemnity. Uniwersalna, spokojna kolorystyka, łatwa w obróbce.
- Szewce (góra Okrąglica koło Chęcin) - wapień dewoński o zabarwieniu jasno- lub ciemnoszarym z wyraźnym odcieniem liliowym, fioletowym lub popielato-różowym. Występują plamki amfipor oraz cienkie różowe lub fioletowe żyłki kalcytu. Delikatniejsza, chłodniejsza tonacja niż bolechowicka.
- Zygmuntówka (Czerwona Góra, dawniej Jerzmaniec) - permski zlepieniec węglanowy o wyjątkowo dekoracyjnym, „salcesonowym” wyglądzie. Otoczaki jasnoszare, ciemnoszare, brązowawe, białe lub żółte w różowym, czerwonym lub białym spoiwie. Bardzo wzorzysta, wielobarwna struktura, wysoko ceniona w architekturze.
- Zelejowa (Góra Zelejowa) - przede wszystkim „różanka zelejowska”: kalcyt żyłowy i brekcje kalcytowo-wapienne o zabarwieniu od białego po ciemnoczerwone, ze strukturami wstęgowymi, kokardowymi i brekcjowymi. Wapienie w otoczeniu żył zwykle jasno- lub ciemnoszare.
- Ołowianka (góra Ołowianka, eksploatacja od ok. 1920 r.) - czarny lub szary wapień dewoński bardzo silnie użylony białym kalcytem, przechodzący w brekcję wapienno-kalcytową. Kontrastowa, ekspresyjna kolorystyka.
Dwie ostatnie odmiany wymagają zastrzeżenia. Zelejowa i Ołowianka to surowce eksploatowane w niewielkiej skali, o wysokiej dekoracyjności, ale trudne w pozyskaniu i przeznaczane głównie na elementy zdobnicze, wstawki i detale - nie na masowe kruszywo posadzkowe na równi z Bolechowicami czy Morawicą. Ich obecność w lastryku należy traktować jako akcent, nie jako tło.
Wariant handlowy
Z ówczesnych ziem niemieckich - choć nie z samego Krzyżnika - mogły sporadycznie trafiać do Polski inne rodzaje jasnych kruszyw, głównie przed 1925 i po 1934 roku. Nie jako materiał masowy, lecz w pojedynczych, prestiżowych realizacjach.
Paleta, którą straciliśmy
Te lokalne surowce nie dawały śnieżnobiałej jednolitości Białej Marianny - i właśnie dlatego przedwojenne lastryko wygląda inaczej niż powojenne. Tworzyły bogatą, zróżnicowaną paletę: od ciepłych brązów i beży bolechowickich, przez spokojne beże morawickie, po chłodniejsze liliowo-szare szewce i kontrastowe zygmuntówki.
Powojenna standaryzacja materiałowa tę paletę spłaszczyła. Jedno dominujące kruszywo, jeden dominujący kolor - biel - i stąd bierze się dzisiejsze złudzenie, że tak wyglądało zawsze.
Dlaczego ta wiedza jest dziś kluczowa
To najważniejsza część z punktu widzenia konserwatorów i architektów. Pracując przy renowacjach zabytkowych warszawskich kamienic - takich jak realizacje pod adresami Lwowska 13 czy Wspólna 27 - błędne założenie materiałowe potrafi zrujnować efekt.
Jeśli do naprawy ubytków w oryginalnej, przedwojennej posadzce wykonawca użyje z rozpędu Białej Marianny, powołując się na jej „tradycyjność”, popełni błąd historyczny i wizualny. Kolor, stopień krystaliczności, sposób odbijania światła i charakter uziarnienia będą się różnić. Łata pozostanie widoczna - i to tym bardziej, im lepiej zostanie wypolerowana.
Wniosek praktyczny jest prosty i sprowadza się do odwrócenia kolejności działań. Materiał zamawia się po identyfikacji, nie przed nią.
Punktem wyjścia jest sam ubytek - miejsce, w którym posadzka pokazuje własny przekrój za darmo. Stamtąd pobiera się próbkę i to ona, a nie wspomnienie innej budowy, definiuje zamówienie. Frakcja, proporcja kolorów ziarna, barwa i rodzaj spoiwa, stopień krystaliczności kamienia. Dopiero mając te dane, ma sens rozmowa o tym, skąd wziąć kruszywo - i wtedy zwykle okazuje się, że gotowy worek z portalu aukcyjnego nie odpowiada na żadne z tych pytań, bo opisany jest jedną nazwą handlową i jedną frakcją.
Bywa też, że identyfikacja prowadzi do wniosku, że oryginalnego kruszywa nie ma już na rynku, bo złoże wyczerpano albo zamknięto. To nie jest porażka rozpoznania, tylko jego rezultat: wtedy dobiera się zamiennik świadomie, sterując proporcją mieszanki, a nie licząc na to, że jeden worek trafi w oryginał. Metodyce takiego rozpoznania w terenie poświęcę osobny tekst.
Prawdziwa renowacja i świadome projektowanie zaczynają się od szkiełka i oka, a nie od przyzwyczajeń. Ekipa z pierwszego akapitu nie zrobiła nic, czego nie robi się na budowach codziennie - po prostu zadała złe pytanie. Zapytała: „co kupić?”, zamiast zapytać: „co tu leży?”.
Następnym razem, gdy staniesz przed przedwojenną posadzką, nie pytaj: „Czy to Marianna?”. Zapytaj: „Skąd to przyszło?” - a potem zajrzyj do mapy z 1935 roku i do taryfikatora celnego.
Bo historia posadzki to nie tylko technika jej wylania. To także historia granic państw i traktatów handlowych, które decydowały o tym, co w danym roku mogło w ogóle dojechać na budowę. I geologia, która formowała ten materiał przez setki milionów lat, zanim ktokolwiek postawił na nim stopę.
Źródła i zastrzeżenia
- Biuro Miejskiego Konserwatora Zabytków w Gdyni, Gdyńskie konserwacje - praktyczny informator, cz. 8: Posadzki z lastryka, „Ratusz” 1417 (1117), 16.07.2020 - dokumentacja gdyńskich posadzek lastrykowych z lat 30. (m.in. Świętojańska 18, 38, 47; Starowiejska 47, 52; Abrahama 28, 41; Słupecka 9; Mickiewicza 33) oraz zalecenie uzupełniania ubytków „masą z kruszywem jak najbardziej zbliżonym do oryginalnego”.
- Charakterystyka złoża Biała Marianna: skład, struktura, lokalizacja na stoku Krzyżnika i geneza nazwy - opracowania geologiczne dotyczące Masywu Śnieżnika.
- Niemieckiej nazwy handlowej kamienia z kamieniołomu na Krzyżniku nie ustalono. Pewne są toponimy: Stronie Śląskie - Seitenberg, Krzyżnik - Kreuzberg. Profil przedwojennej eksploatacji złoża (w szczególności to, czy kruszono tam kamień na grys) pozostaje niezweryfikowany.